Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nauka. Pokaż wszystkie posty

Heron z Aleksandrii

Hheron z Aleksandrii - starożytny Grecki człowiek orkiestra, wynalazca pierwotnego silnika parowego.
Odkrył również wzór na pole trójkąta i innych figur geometrycznych oraz ich powierzchnię i objętość. W swoich dziełach (Pneumatyka, Automaty, Mechanika, Metryka i Zwierciadła) opisał między innymi metody przybliżonego obliczania pierwiastków, konstrukcje machin oblężniczych oraz prawdopodobnie pierwszych na świecie automatów - wydających wodę po włożeniu monety, otwierające i zamykające wrota świątyni, a nawet automatyczny teatrzyk złożony z wielu wielu elementów. Najciekawszym jednak jego wynalazkiem był samonapędzany pojazd  - wóz z ciężarkiem osadzonym na wysokim maszczcie - ciężarek spadając pod wpływem siły grawitacji pociągał linę która zaś była przymocowana do tylnej osi, dopóki ciężarek opadał pojazd jechał po całkowitym opadnięciu wystarczyło wciągnąć go z powrotem na górę i kontynuować jazdę...
Jest to płytka wzmianka o tym geniuszu do dalszego czytania polecam:
Wynalazki..słomniki.pl Wikipedia.org mt.com
Filmik wideo demonstrujący jak wykonać pojazd "antygrawitacyjny" i jego działanie.


Leki w Polsce - jak nas robią w h...?


Zapewne wielu z was zdaję sobie sprawę jak olbrzymi jest przemysł farmaceutyczny w Polsce. Wystarczy włączyć czasem telewizor i oglądnąć jakiś Polski kanał, na pewno nie zabraknie reklam przy czym procent reklamowanych produktów leki - 70% - 30% reszta.

I w sumie nie miałbym nic przeciwko temu gdyby producenci tych leków byli uczciwi. Ale nie są. Do spółki z Polskim Ministerstwem Zdrowia i wieloma lekarzami robią nas w h.. konia że aż strach.

Dlaczego?

Istnieje coś takiego jak pseudonauka, jak sama nazwa wskazuje opiera się ona na czymś nie potwierdzonym, nie mającym nawet racjonalnych podstaw czy też wręcz łamiącym znane prawa fizyki.
Jedną z takich pseudonauk jest dziedzina medycyny niekonwencjonalnej - Homeopatia.
Dziedzina ta została po raz pierwszy zaproponowana przez Niemca Samuela Hehnemanna - tłumacza okultystę i wędrownego lekarza. W 1796 roku na podstawie przeprowadzanych badań i eksperymentów uformował doktrynę leczenia "podobnego podobnym" co znaczy mniej więcej że jeśli ktoś wypił truciznę - to trzeba mu podać tą samą truciznę (tylko w mniejszej dawce). Ta doktryna, podstawa homeopatii jest zupełnie przeciwną do tej stosowanej w medycynie konwencjonalnej, gdzie "przeciwne leczy się przeciwnym" (nazwane przez Hehnemanna
Alopatią (gr. ảλλος, allos – odmienny, inny i πάθος, pathos – cierpienie) czyli ból zwalcza się lekiem przeciw bólowym aby ten ustąpił...

Niemiec kontynuował swoją praktykę (ku niezadowoleniu kolegów lekarzy) i leczył podając przeróżne wyciągi i trucizny z toksycznych roślin i pierwiastków (podawał pacjentom trujące nalewki oraz pierwiastki - rtęć, arsen).

Po pewnym czasie wypracował swoistą technologię wytwarzania leków - rozcieńczanie składników w wodzie destylowanej oraz wytrząsanie - im więcej razy jak zauważył, tym lepiej lek działał, nie powodował niepożądanych efektów i miały silniejszy efekt leczniczy.

"Podczas epidemii tyfusu, która wybuchła w Lipsku w 1813 roku, gdzie wówczas mieszkał, leczył chorych podając im leki homeopatyczne i osiągnął (według biografów) lepsze rezultaty niż jego koledzy stosujący metody ówczesnej medycyny uniwersyteckiej. Ten fakt skłonił innych lekarzy do zapoznania się z metodami Hahnemanna, a homeopatia zyskała wówczas na popularności. Jego pacjentem został Goethe, a Hahnemann dostąpił zaszczytu bycia wykładowcą na Uniwersytecie w Lipsku. Krytyka tradycyjnych metod leczenia, niechęć do zawierania kompromisów oraz kłótliwy charakter przysporzyły Hahnemannowi wielu wrogów i zmusiły do opuszczenia Lipska."

Sam "wynalazca" homeopatii umarł na zapalenie oskrzeli ale homeopatia nie zniknęła wraz z jego śmiercią i ma dość znaczne grono wyznawców.
Oto parę ich "teorii" czy też raczej wierzeń:

- Substancje powodujące pewne symptomy u osób zdrowych powinny być podawane w rozcieńczonej formie pacjentom wykazującym podobne objawy

- "Dynamizowanie" substancji leczących - sukcesywne rozcieńczanie substancji aktywnych, oraz ich roztworów wtórnych i ich wytrząsanie (dosłownie, dawniej po prostu uderzali flaszkami w miękki materiał, dzisiaj prawdopodobnie robią to wirówki). Cały proces powtarzają aż nie pozostanie nic z początkowej substancji - oprócz wody.

- Wiara w "pamięć cieczy", wg. homeopatów każda molekuła i cząsteczka stykając się z inną zostawia "charakterystyczny" ślad, ułożenie lub wibracje. Inaczej mówiąc wg. nich poprzez wytrząsanie i destylowanie roztworu, odciskają oni ślad destylowanej substancji w wodzie sukcesywnie zwiększając siłę jej działania. Niedorzeczność tej teorii łatwo pokazać jakimkolwiek przykładem - jeśliby włożyć jabłko do wody a potem je wyciągnąć to woda nagle nie nabierze właściwości odżywczych tego pokarmu, nawet gdybyśmy hipotetycznie włożyli i wyciągnęli  je tysiąc razy (cząsteczki rozpuszczone w wodzie się nie liczą, teoria ta zakłada kopiowanie przez wodę charakterystyki stykanych cząstek).

O ile w tamtych czasach, kiedy medycyna nie była jeszcze zbyt rozwinięta taka dosyć niedorzeczna forma leczenia mogła być uznawana za prawdopodobną i mająca jakieś działanie (podobnie jak zjawy, duchy i upiory) tak dzisiaj, wraz z nowoczesną medycyną i olbrzymią wiedzą naukową powinna być powszechnie uznana za szarlataństwo, oszustwo i zakazana przez oficjalne organy państwowe każdego nowoczesnego państwa.

Niestety tak nie jest... ta dziedzina medycyny niekonwencjonalnej jest dalej stosowana w wielu krajach, ponieważ prawo albo nie posiada wymaganych regulacji albo po prostu lekką ręka pozwala na dystrybucję takich "leków" co bezwzględnie wykorzystuą koncerny farmaceutyczne. Najlepszym przykładem jest Polska.

Oto wymagania NFS w stosunku do leków homeopatycznych:


"Produkty lecznicze homeopatyczne, (...) nie wymagają dowodów skuteczności terapeutycznej (art. 21 ust. 7)"
Co jest w sumie oczywiste bo nie możliwym byłoby określić jakiekolwiek skuteczności...

"Produktem leczniczym homeopatycznym – jest produkt leczniczy wytworzony z homeopatycznych substancji pierwotnych lub ich mieszanin, zgodnie z homeopatyczną procedurą wytwarzania opisaną w Farmakopei Europejskiej..."
Czyli jak się homeopatom podoba...

"wytworzone według technologii homeopatycznej z pojedynczego surowca homeopatycznego: który jest podawany doustnie lub zewnętrznie, którego oznakowanie nie zawiera wskazań terapeutycznych lub innych podobnych informacji, który charakteryzuje się odpowiednim stopniem rozcieńczenia gwarantującym bezpieczeństwo stosowania; nie może on zawierać więcej niż 1/1.000 części macierzystego roztworu lub więcej niż 1/100 najmniejszej dawki substancji czynnej zawartej w produkcie leczniczym, który posiada monografię w Farmakopei Europejskiej, odpowiednich farmakopeach narodowych lub innych uznanych przez poszczególne państwa członkowskie Unii Europejskiej..."
Czyli lek homeopatyczny nie może mieć nawet grama substancji leczniczej

Na całe szczęście leki homeopatyczne nie są refundowane przez polski NFZ chociaż były przeróżne petycje (np. Nieznanego Świata) aby taka refundacja powstała...

Jednakże brak refundacji nie przeszkadza firmom farmaceutycznym perfidnie okradać zwykłych ludzi.

Przykład - Leki takie jak Oscillococcinum i Stodal - leki reklamowane jako przeciw kaszlowe, zapalne i przeziębieniowe. Koszt Oscilococinum to około 20 - 25 { złotych ( a syropu 17- 20 {200ml} zł).
Oscillococcinum zawiera jeden składnik aktywny - ekstrakt z kaczego serca i wątroby przy czym proporcja to jeden podrób (jadalna cząstka mięsna) na 10400 wody. Co oznacza mniej więcej tyle że nawet jeślibyśmy wypełnili parę wszechświatów tym lekiem a następnie podróżowali po nim statkiem nad świetlnym, i tak nie znaleźlibyśmy tam nawet jednej cząstki tego serca...

Z syropem Stodal sprawa ma się podobnie - też jest lekiem homeopatycznym, jednakże są małe problemu ze składem... na oficjalnej stronie BOIRON.pl nie ma go w ogóle (w sumie mają racje) a na ulotkach dołączanych do produktu i stronach farmaceutycznych są przedziwne jednostki 3CH, 12CH itd.
Dokopałem się jednak i do informacji o tych dziwacznych jednostkach - nazywają się potencjami homeopatycznymi a ich stężenie (składnik - woda) jest następujące:

C1 - 1:100 (najsłabszy wg. nich lek)

C3 - 1:10^-6 
C4 - 1:10^-8
C6 - 1:10^-12
C12 - 1:10^-24
C30 - 1:10^-60
C200 - 1:10^-400 (najmocniejszy wg. nich lek, np. popularny oscilococcinum)


Jako że wszystkie składniki syropu mają rozcieńczenie minimum 3C, nie ma znaczenia czym są ani jakie mają działanie gdyż ich rozcieńczenie jest tak dalekie że niemal na pewno nie mają żadnego efektu na cokolwiek ale dla waszej wiadomości - w większości są to jakieś kwiatki i inne chwasty.
Link do składu syropu
Tak więc jeśliby podliczyć, na takie standardowe combo (tabletki i syrop) wydamy koło 40 zlotych, podczas gdy jedyne za co zapłacimy to cukier i woda... których przecież mamy pod dostatkiem. Ponieważ praktycznie jedynym faktycznym składnikiem tych leków jest cukier i woda, możemy sami się w nie zaopatrzyć (dużo taniej) paczka drażetek TIC TAC kosztuje 6 zł a jakiś tani miód w Tesco koło 10 zł a więc za 16 złotych możemy kupić dokładnie to samo co koncern BOIRON sprzedaje nam za 40. Albo po protu karmelizować cukier na paetlni i jeść jak tabletki oraz wsypać do szklanki z wodą 10 łyżeczek cukru jeśli jesteśmy niewybredni.

Zresztą ten homeopatyczny koncern (funkcjonuje od 1911 a jej przychód to 313 mln euro) sprzedaje dużo (od cholery!! muszą mieć forsy jak lodu, no ale w końcu robią coś z niczego...) "ciekawych" produktów oto ich strona.

Tak więc ludzie - jeśli zobaczycie reklamę tego produktu, możecie spokojnie rzucić pilotem w telewizor - będzie to uzasadniony akt protestu i oburzenia a jeśli wasz lekarz kiedykolwiek przepisze wam jeden z tych leków - spytajcie jakie ma wykształcenie...

Oto dwa filmy popularnego Adbustera które ładnie pokazują "czarne" procedery firm farmaceutycznych.



)


)

Anerwyzm mózgu

Anewryzm to mało kiedy używany synonim obrzęku, oponiaka lub też krwiaka. Zwykle ma miejsce w okolicach czaszki blisko mózgu lub w aorcie brzusznej (tętnica która transportuje krew z serca do reszty ciała).
Spowodowany jest słabością ścianek naczyniowych tętnice. Takie osłabienie powoduje wybrzuszenie się i wypełnienie (jak balon) krwią tego obszaru i nagły wzrost nacisku (ciśnienia) w miejscu powstania zatoru. Objawy zwykle występują tylko jeśli ten "balon" zostanie przebity (np. wskutek nagłego wstrząsu jak uderzenie w głowę). Objawy to:
- Niesamowity, pulsujący ból jakiego większość ludzi przedtem nie doświadczyła, podobny do nagłego uderzenia w głowę.
- Sztywna szyja
- Ból przy patrzeniu na jasne światło
- Wymioty i nudności

Trzech na pięciu ludzi u których występuje anewryzm a "balon" pęknie ginie w ciągu dwóch -  tygodni a połowa tych którzy przeżyją, nabywa poważnych uszkodzeń i niesprawności mózgu.
Jednakże anewryzmy pękają rzadko przez zwykle nic się z nimi nie robi. Decyzje czy podjąć leczenie podejmuje się zwykle z uwagi na wiek, ryzyko operacji i czynniki zdrowotne. Jeśli jednak ryzyko pęknięcia jest wysokie zwykle otwiera się operacyjnie czaszkę i zamyka anewryzm malutkim spinaczem lub nie operacyjnie wypełniając go mikroskopijnymi cewkami (zwojami).

Douglas A-4 Skyhawk

Pracę nad tym samolotem szturmowym rozpoczęto w roku 1950 (prototyp oblatano w 1954) jako odpowiedź na zapotrzebowanie marynarki U S i A na odrzutowy samolot szturmowy (zastępował śmigłowy A-1 Skyraider). Samolot był głownym bombowcem US Navy podczas wojny wietnamskiej. Jest jednym z najczęściej eksportowanych amerykańskich samolotów (Argentyna, Singapur, Izrael,  Australia, Indonezja, Kuwejt, Malezja, Nowa Zelandia). Samolot ten był używany w wojnie falklandzkiej pomiędzy Argentyną i Wielką Brytanią.


Akcja T4

Akcja T4 była pierwszym aktem ludobójstwa Nazistów. To w ramach niej (eliminacja życia niewartego życia) opracowano "technologię" masowej eksterminacji ludzi czyli ich zagazowywanie w specjalnie przystosowanych komorach.
Akcja była dopracowywana przez wielu doktorów i naukowców niemieckich ale jej właściwa idea wyszła od Hitlera, jako sposób na odciążenie genów narodu i zagwarantowania jego doskonałości.
Początkowo używano zastrzyków ze śmiertelną daską Morfiny lub Barbituranów (z których robiło się wtedy leki nasenne i uspokajające) ale szybko uznano to za nieefektywne i zaczęto testować zagładę przy pomocy gazów - najpierw spalin samochodowych poprzez CO2 a w końcu poprzestając na cyjanowodorze czyli sławnym "pestycydzie" Cyklonie-B wrzucanym do komór...
Faszyści w ramach tej akcji zabili około 90 000 ludzi niepełno sprawnych fizycznie i psychicznie w tym niemowląt oraz ludzi starszych. Ogólne kryteria były bardzo luźne i zachęcały do zgłaszania i ekserminacji nawet najlżejszych odmian kalectwa.
Kryteria te zawarte były w ogólniku wydanym przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Rzeszy a jego treś została prawdopodobnie utworzona przez Maxa de Crinisa doradcy ds. Medycznych Himmlera i Hitlera.
Jego treść:
"akuszerka, która pomagała przy narodzinach dziecka – także w przypadku, gdy wezwano na poród lekarza – składała meldunek we właściwym dla miejsca urodzenia dziecka urzędzie zdrowia (...), jeśli zachodzi podejrzenie, że nowo narodzone dziecko jest dotknięte następującymi ciężkimi wrodzonymi wadami:
(1) idiotyzm oraz mongolizm (zwłaszcza przypadki związane ze ślepotą i głuchotą),
(2) małogłowie (nieproporcjonalnie małe wymiary głowy, zwłaszcza części mózgowej czaszki),
(3) wodogłowie wysokiego bądź zaawansowanego stopnia,
(4) ułomności wszelkiego rodzaju, a w szczególności brak całych kończyn, ciężkie rozszczepienia głowy i kręgosłupa itd.,
(5) porażenia włącznie z chorobą Little'a.
(...) Akuszerka otrzymuje za swój nakład pracy rekompensatę w wysokości 2 RM."
W raporcie centrali T4 w Berlinie wydano raport w którym podsumowano wyniki operacji. Zawarto w nim średnią cenę utrzymania niepełnosprawnego oraz wyliczono ile zaoszczędzono na ich maoswej eksterminacji - 885 439 800 marek niemieckich (za ponad 70 000 zamordowanych obywateli niemieckich, kalek wziętych jako jeńców z innych państw nie wliczono).
Więcej na ten temat na Wikipedii

Katastrofa znad jeziora Nyos

Ten rodem z horroru, bądź opowieści o gniewie bożym ze średniowiecza incydent wydarzył się w Kamerunie.
Pewnej nocy w prowincji północno - zachodniej zgineło ponad 1700 osób oraz dziesiątki tysięcy bydła hodowlanego oraz wszelkich innych form życia, wszystkie ciała ofiar nie nosiły jakichkolwiek widocznych ran.
Jezioro które znajduję się na zboczu pasa wulkanicznego na wysokości 900m wg. relacji zabarwiło się na ciemno czerwoną barwę.
Zapewne ufolodzy mieliby wiele hipotez co do tej tragedii jednakże po blisko 2 latach udało się odkryć przyczynę tragedii. Jezioro Nyos jest jeziorem wulkanicznym, znajduję się w kraterze wygasłego wulkanu -  pod spodem, prawdopodobnie w pustej komorze jaka nieraz zostaje po wulkanie nagromadził się pochodzący ze skorupy ziemskiej dwutlenek węgla oraz trochę innych związków jak metan czy przeróżne metale.
I właśnie tej nocy, 21 marca 1986 roku miało miejsce osunięcię się dna lub wstrząs sejsmiczny który umożliwił gazom zalegającym na dnie gwałtowną ucieczkę. A ponieważ CO2 jest lżejszy od powietrza, to zlał się na leżącą poniżej dolinę jak powódź, tyle że niewidzialna...
(jak to działa macie świetnie pokazane tutaj)
1.6 miliona ton tego gazu wyparło całe powietrze z dolin zamieszkiwanych przez pechowych mieszkańców i udusiło ich we śnie. A jezioro zabarwiło się na czerwono z powodu ulotu na powierzchnie bogatych w żelazo wód normalnie stojących w jego głębinach.
Od 2001 roku trwają prace nad odgazowywaniem jeziora (umieszczono specjalną aparaturę usuwającą większość CO2 wydostającego się na powierchnie. Co ciekawe taka katasrrofa, ale na wiele mniejszą skalę miała już miejsce, również w Kamerunie a dokładnie nad jeziorem Monoun, zgineło wówczas w identyczny sposób 36 osób.
Obie katastrofy, szczególnie ta nad Nyos nie uzyskały większego rozgłosu gdyż mnie więcej w tym samym czasie 26 kwietnia 1986 roku miała miejsce największa w dziejach ludzkości katastrofa atomowa w Czarnobylu.

Bakteriofag

Wirus atakujący bakterie. Przeważnie dany bakteriofag zdolny jest do infekcji tylko jednego gatunku (a czasem tylko szczepu) bakterii. Mogą przybierać kształty złożone, pałeczkowate lub wielościenne.

Atywność optyczna

 Na sam początek - nie zraź się trochę obcymi terminami naukowymi i ciężkim tekstem - przeczytaj kilka razy żeby zrozumieć, to naprawdę jest ciekawe.

Z Wikipedii:

Aktywność optyczna, skręcalność optyczna, lub czynność optyczna - właściwość niektórych związków chemicznych polegająca na zdolności skręcania płaszczyzny polaryzacji światła spolaryzowanego. Skręcalność optyczna jest rodzajem dwójłomności, powiązanym zjawiskiem związanym z absorpcją światła jest dichroizm kołowy.

A 'po ludzku' oznacza to że pewne związki zdolne są do 'odwrócenia' bądź 'skręcenia' płaszczyzny świata i odbicia go w taki sposób że nie będzie zgadzało się jego lustrzane odbicie. Najprostszy przykład to lewa i prawa dłoń - są praktycznie identyczne, ale nie da się ich nałożyć na siebie (np.gdyby je obrócić). Wiąże się z tym chiralność o której bardzo ciekawy tekst znalazłem na dość starej stronie (ostatnia aktualizacja 25.06.2002) ale świetnie wyjaśnia ten problem. Gorąco polecam do lektury (do 5 minut).

 

A tutaj macie parę fragmentów dla niecierpliwych i leniwych.


Prawie wszystkie (poza glicyną i aminokwasami mającymi więcej centrów dyssymetrii) aminokwasy mogą istnieć w postaci dwóch izomerów optycznych: “L” i “D”. W typowych białkach i peptydach spotykanych w organizmach żywych występują jednak niemal wyłącznie aminokwasy szeregu “L”. Nielicznymi wyjątkami są pewne peptydy pełniące tak specjalne funkcje, jak np. antybiotyki peptydowe. Na homochiralność aminokwasów (i cukrów) występujących w żywych organizmach zwrócił uwagę Ludwik Pasteur już w 1860 roku.
Można więc postawić dwa pytania:
- dlaczego natura wybrała tylko jedną z dwu możliwości struktury przestrzennej ?
- dlaczego tą formą jest szereg izomerów właśnie “L” ?

Próbując wyjaśnić celowość rozwiązania pierwszego problemu, można ponownie odwołać się do analogii z handlem wyrobami metalowymi. Do typowego zastosowania śrub i nakrętek do celów konstrukcyjnych jest rzeczą zupełnie obojętną, czy używa się śrub/nakrętek gwintowanych prawo- czy lewoskrętnie. Gdyby jednak w obrocie znajdowały się oba asortymenty takich wyrobów, utrudniłoby to niezmiernie operowanie nimi. Przy kompletowaniu nakrętek trzeba byłoby zwracać uwagę, aby pasowały one nie tylko rozmiarami, lecz również i kierunkiem naciętego gwintu do posiadanych już śrub. Oznaczałoby to konieczność żmudnego i czasochłonnego dopasowywania każdego egzemplarza, poza tym oznaczałoby, że zaledwie 50 % elementów w magazynie mogłoby być wykorzystane. Gdyby podczas montażu posługiwać się elementami obu rodzajów (“lewymi” i “prawymi”) to zaistniałaby również konieczność używania dwóch rodzajów narzędzi w postaci mechanicznych wkrętaków. Aby uniknąć tych wszystkich komplikacji, od dawna ustalono, że w zasadzie produkuje się elementy gwintowane tylko jednego rodzaju: są to elementy z gwintem prawoskrętnym.
Wydaje się, że “prawoskrętność” wybrano przypadkowo. Niewielki wpływ na to mogła mieć praworęczność większości ludzi."


* Homochiralność - po prostu chiralność czyli aktywność optyczna cząsteczek, nazwana tak ze względu na to że ogromna większość cząsteczek w organizmach żywych jest chiralna (mająca tę samą właściwość co lewa/prawa dłoń) stąd nawiązanie do człowieka.

Nakrętka symbolizuje chiralną cząsteczkę, a śruba symbolizuje wiązkę światła spolaryzowanego. Eksperymentator usytuowany od lewej strony usiłuje przemieścić śrubę w stosunku do nieruchomej nakrętki przytrzymywanej w palcach, w kierunku wskazanym przez strzałkę (→ ).
Dokonać tego można przez wkręcanie śruby w nakrętkę zgodnie z kierunkiem obrotów wskazówek zegara. Odwrócenie modelu o 180o nie zmienia rezultatu doświadczenia; śrubę również i tym razem trzeba obracać “w prawo”! 

Wynik tego doświadczenia powinien być oczywisty, z reguły jednak jest zaskakujący dla słuchaczy. 
Wyobraźnia przestrzenna u wielu ludzi jest mało rozwinięta. Przykładem może być myślowy eksperyment z montażem prawoskrętnej śruby z lewoskrętną nakrętką. Najczęściej przypuszcza się, że w tym celu należy po prostu odwrócić nakrętkę, lub zmienić kierunek obracania śruby. Fakt, że takich elementów nie da się połączyć w żaden sposób, jest dla wielu ludzi również zaskakujący... A przecież zupełnie podobnie: prawej rękawiczki nie da się w żaden sposób dopasować do lewej dłoni...



Wszyscy wiedzą, że obraz odbity przez lustro jest odwrócony stronami: "lewa-prawa", w stosunku do oryginału. W jednej z popularnych publikacji napotkałem zupełnie zaskakujące pytanie: dlaczego lustro zamienia stronami: "lewa-prawa", a nie zamienia stronami: "góra-dół"?! Okazuje się, że zamiany stronami dokonuje obiektywnie nie lustro, a jedynie subiektywnie (w swojej wyobraźni!), osoba oglądająca swoje odbicie... Lewa i prawa strona naszego ciała są do siebie tak bardzo podobne, że patrząc na swoje własne odbicie, nie potrafimy w pierwszej chwili ich zidentyfikować. Dokonujemy w tym celu myślowej próby nałożenia się na nasze odbicie ("z obrotem i wejściem tyłem w lustro"). Po dokonaniu tego zabiegu w naszej wyobraźni, stwierdzamy nieidentyczność naszej lewej dłoni i dłoni naszego sobowtóra, co podsumowujemy, jako odwracanie obrazu przez lustro. Natomiast nasza górna część ciała jest tak różna od części dolnej, że podobnego zabiegu nie musimy wykonywać: przecież już na pierwszy rzut oka widać, że góra pozostaje u góry, a dół u dołu! Tak więc to nie lustro odwraca stronami, a dokonuje tego sam obserwator; przyczyną odwracania stronami nie jest lustro, ale podobieństwo naszej lewej i prawej strony ciała i nasza podświadoma chęć do dokonania identyfikacji... Lustro może być więc niezłą ilustracją transcendentalności (terminu wymyślonego przez Immanuela Kanta. Ponieważ odróżnianie terminów: transcendencja od: transcendentalność, jest w pewnych środowiskach kryterium inteligencji, polecam przystępne wyjaśnienie: http://mb-soft.com/believe/tpxt/transcen.htm ) Jeśli ktoś jednak koniecznie chciałby posiadać lustro dokonujące zamiany: góra-dół, to proponuję najpierw sprawdzenie, że przestawienie go na jego dłuższy bok nic nie daje... Wystarczy jednak położyć się na podłodze, przodem, przed lustrem równolegle do jego krawędzi. Można sprawdzić, że tym razem zwierciadło dokonuje zamiany: góra-dół! (eksperymentów należy dokonywać pod nieobecność pozostałych domowników, inaczej wzbudzą one zrozumiały niepokój o stan psychiczny eksperymentatora...).

Jeszcze raz gorąco zachęcam do przeczytania całości.