Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Język. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Język. Pokaż wszystkie posty

B-52 samolot forteca

"Amerykański bombowiec strategiczny dalekiego zasięgu używany po II wojnie światowej.
Pierwszy lot prototypu YB-52 odbył się 15 kwietnia 1952. Bombowce B-52 weszły na wyposażenie amerykańskiego lotnictwa w roku 1955 zastępując Convair B-36 Peacemaker i Boeing B-47 Stratojet. Na początku swojej służby były trzonem amerykańskich sił strategicznych. W szczytowym okresie służby samolotu, w 1963, lotnictwo strategiczne USA miało 650 B-52, zgrupowanych w 42 dywizjonach na 38 lotniskach."

Więcej informacji znajdziecie w artykule Wikipedii natomiast na co chciałbym zwrócić uwagę jest to że ten samolot na chwile obecna ma... 59 lat!
A co jeszcze ciekawsze jak można przeczytać na Wikipedii, USA nie zamierza wycofywać tych samolotów aż do roku 2050! Co w sumie da 105 lat czynnej służby tego modelu. W dzisiejszym świecie gdzie technika rozwija się w oszałamiającym tempie taki okres przydatności jakiegokolwiek sprzętu, pojazdu czy też urządzenia to istny rekord i wielka duma dla konstruktorów - należy nadmienić, konstrukcja samolotu nie była zmieniana od daty kiedy weszły w wyposażenie USF, zmieniło się jedynie oprzyrządowanie oraz wyposażenie.

Atlatl

"Miotacz oszczepów, (z azteckiego ahtlatl) – broń w postaci wydrążonego kawałka drewna z zagłębieniem na jednym z końców, stosowana na całym świecie od czasów górnego paleolitu. Najstarsze odnalezione atlatle mają ok. 20 tys. lat. Atlatl ma postać niezbyt długiego (ok. 40–60 cm) kawałka wydrążonego drewna, na końcu którego znajduje się hakowate zagłębienie, będące miejscem na umieszczenie końcówki drzewca oszczepu. Zastosowanie miotacza oszczepów znacznie zwiększa zasięg rzutu – rekord świata w rzucie oszczepem z użyciem atlatla wynosi 258 m, podczas gdy rekord w klasycznym rzucie oszczepem (mężczyzn) to niespełna 98,5 m."

Leki w Polsce - jak nas robią w h...?


Zapewne wielu z was zdaję sobie sprawę jak olbrzymi jest przemysł farmaceutyczny w Polsce. Wystarczy włączyć czasem telewizor i oglądnąć jakiś Polski kanał, na pewno nie zabraknie reklam przy czym procent reklamowanych produktów leki - 70% - 30% reszta.

I w sumie nie miałbym nic przeciwko temu gdyby producenci tych leków byli uczciwi. Ale nie są. Do spółki z Polskim Ministerstwem Zdrowia i wieloma lekarzami robią nas w h.. konia że aż strach.

Dlaczego?

Istnieje coś takiego jak pseudonauka, jak sama nazwa wskazuje opiera się ona na czymś nie potwierdzonym, nie mającym nawet racjonalnych podstaw czy też wręcz łamiącym znane prawa fizyki.
Jedną z takich pseudonauk jest dziedzina medycyny niekonwencjonalnej - Homeopatia.
Dziedzina ta została po raz pierwszy zaproponowana przez Niemca Samuela Hehnemanna - tłumacza okultystę i wędrownego lekarza. W 1796 roku na podstawie przeprowadzanych badań i eksperymentów uformował doktrynę leczenia "podobnego podobnym" co znaczy mniej więcej że jeśli ktoś wypił truciznę - to trzeba mu podać tą samą truciznę (tylko w mniejszej dawce). Ta doktryna, podstawa homeopatii jest zupełnie przeciwną do tej stosowanej w medycynie konwencjonalnej, gdzie "przeciwne leczy się przeciwnym" (nazwane przez Hehnemanna
Alopatią (gr. ảλλος, allos – odmienny, inny i πάθος, pathos – cierpienie) czyli ból zwalcza się lekiem przeciw bólowym aby ten ustąpił...

Niemiec kontynuował swoją praktykę (ku niezadowoleniu kolegów lekarzy) i leczył podając przeróżne wyciągi i trucizny z toksycznych roślin i pierwiastków (podawał pacjentom trujące nalewki oraz pierwiastki - rtęć, arsen).

Po pewnym czasie wypracował swoistą technologię wytwarzania leków - rozcieńczanie składników w wodzie destylowanej oraz wytrząsanie - im więcej razy jak zauważył, tym lepiej lek działał, nie powodował niepożądanych efektów i miały silniejszy efekt leczniczy.

"Podczas epidemii tyfusu, która wybuchła w Lipsku w 1813 roku, gdzie wówczas mieszkał, leczył chorych podając im leki homeopatyczne i osiągnął (według biografów) lepsze rezultaty niż jego koledzy stosujący metody ówczesnej medycyny uniwersyteckiej. Ten fakt skłonił innych lekarzy do zapoznania się z metodami Hahnemanna, a homeopatia zyskała wówczas na popularności. Jego pacjentem został Goethe, a Hahnemann dostąpił zaszczytu bycia wykładowcą na Uniwersytecie w Lipsku. Krytyka tradycyjnych metod leczenia, niechęć do zawierania kompromisów oraz kłótliwy charakter przysporzyły Hahnemannowi wielu wrogów i zmusiły do opuszczenia Lipska."

Sam "wynalazca" homeopatii umarł na zapalenie oskrzeli ale homeopatia nie zniknęła wraz z jego śmiercią i ma dość znaczne grono wyznawców.
Oto parę ich "teorii" czy też raczej wierzeń:

- Substancje powodujące pewne symptomy u osób zdrowych powinny być podawane w rozcieńczonej formie pacjentom wykazującym podobne objawy

- "Dynamizowanie" substancji leczących - sukcesywne rozcieńczanie substancji aktywnych, oraz ich roztworów wtórnych i ich wytrząsanie (dosłownie, dawniej po prostu uderzali flaszkami w miękki materiał, dzisiaj prawdopodobnie robią to wirówki). Cały proces powtarzają aż nie pozostanie nic z początkowej substancji - oprócz wody.

- Wiara w "pamięć cieczy", wg. homeopatów każda molekuła i cząsteczka stykając się z inną zostawia "charakterystyczny" ślad, ułożenie lub wibracje. Inaczej mówiąc wg. nich poprzez wytrząsanie i destylowanie roztworu, odciskają oni ślad destylowanej substancji w wodzie sukcesywnie zwiększając siłę jej działania. Niedorzeczność tej teorii łatwo pokazać jakimkolwiek przykładem - jeśliby włożyć jabłko do wody a potem je wyciągnąć to woda nagle nie nabierze właściwości odżywczych tego pokarmu, nawet gdybyśmy hipotetycznie włożyli i wyciągnęli  je tysiąc razy (cząsteczki rozpuszczone w wodzie się nie liczą, teoria ta zakłada kopiowanie przez wodę charakterystyki stykanych cząstek).

O ile w tamtych czasach, kiedy medycyna nie była jeszcze zbyt rozwinięta taka dosyć niedorzeczna forma leczenia mogła być uznawana za prawdopodobną i mająca jakieś działanie (podobnie jak zjawy, duchy i upiory) tak dzisiaj, wraz z nowoczesną medycyną i olbrzymią wiedzą naukową powinna być powszechnie uznana za szarlataństwo, oszustwo i zakazana przez oficjalne organy państwowe każdego nowoczesnego państwa.

Niestety tak nie jest... ta dziedzina medycyny niekonwencjonalnej jest dalej stosowana w wielu krajach, ponieważ prawo albo nie posiada wymaganych regulacji albo po prostu lekką ręka pozwala na dystrybucję takich "leków" co bezwzględnie wykorzystuą koncerny farmaceutyczne. Najlepszym przykładem jest Polska.

Oto wymagania NFS w stosunku do leków homeopatycznych:


"Produkty lecznicze homeopatyczne, (...) nie wymagają dowodów skuteczności terapeutycznej (art. 21 ust. 7)"
Co jest w sumie oczywiste bo nie możliwym byłoby określić jakiekolwiek skuteczności...

"Produktem leczniczym homeopatycznym – jest produkt leczniczy wytworzony z homeopatycznych substancji pierwotnych lub ich mieszanin, zgodnie z homeopatyczną procedurą wytwarzania opisaną w Farmakopei Europejskiej..."
Czyli jak się homeopatom podoba...

"wytworzone według technologii homeopatycznej z pojedynczego surowca homeopatycznego: który jest podawany doustnie lub zewnętrznie, którego oznakowanie nie zawiera wskazań terapeutycznych lub innych podobnych informacji, który charakteryzuje się odpowiednim stopniem rozcieńczenia gwarantującym bezpieczeństwo stosowania; nie może on zawierać więcej niż 1/1.000 części macierzystego roztworu lub więcej niż 1/100 najmniejszej dawki substancji czynnej zawartej w produkcie leczniczym, który posiada monografię w Farmakopei Europejskiej, odpowiednich farmakopeach narodowych lub innych uznanych przez poszczególne państwa członkowskie Unii Europejskiej..."
Czyli lek homeopatyczny nie może mieć nawet grama substancji leczniczej

Na całe szczęście leki homeopatyczne nie są refundowane przez polski NFZ chociaż były przeróżne petycje (np. Nieznanego Świata) aby taka refundacja powstała...

Jednakże brak refundacji nie przeszkadza firmom farmaceutycznym perfidnie okradać zwykłych ludzi.

Przykład - Leki takie jak Oscillococcinum i Stodal - leki reklamowane jako przeciw kaszlowe, zapalne i przeziębieniowe. Koszt Oscilococinum to około 20 - 25 { złotych ( a syropu 17- 20 {200ml} zł).
Oscillococcinum zawiera jeden składnik aktywny - ekstrakt z kaczego serca i wątroby przy czym proporcja to jeden podrób (jadalna cząstka mięsna) na 10400 wody. Co oznacza mniej więcej tyle że nawet jeślibyśmy wypełnili parę wszechświatów tym lekiem a następnie podróżowali po nim statkiem nad świetlnym, i tak nie znaleźlibyśmy tam nawet jednej cząstki tego serca...

Z syropem Stodal sprawa ma się podobnie - też jest lekiem homeopatycznym, jednakże są małe problemu ze składem... na oficjalnej stronie BOIRON.pl nie ma go w ogóle (w sumie mają racje) a na ulotkach dołączanych do produktu i stronach farmaceutycznych są przedziwne jednostki 3CH, 12CH itd.
Dokopałem się jednak i do informacji o tych dziwacznych jednostkach - nazywają się potencjami homeopatycznymi a ich stężenie (składnik - woda) jest następujące:

C1 - 1:100 (najsłabszy wg. nich lek)

C3 - 1:10^-6 
C4 - 1:10^-8
C6 - 1:10^-12
C12 - 1:10^-24
C30 - 1:10^-60
C200 - 1:10^-400 (najmocniejszy wg. nich lek, np. popularny oscilococcinum)


Jako że wszystkie składniki syropu mają rozcieńczenie minimum 3C, nie ma znaczenia czym są ani jakie mają działanie gdyż ich rozcieńczenie jest tak dalekie że niemal na pewno nie mają żadnego efektu na cokolwiek ale dla waszej wiadomości - w większości są to jakieś kwiatki i inne chwasty.
Link do składu syropu
Tak więc jeśliby podliczyć, na takie standardowe combo (tabletki i syrop) wydamy koło 40 zlotych, podczas gdy jedyne za co zapłacimy to cukier i woda... których przecież mamy pod dostatkiem. Ponieważ praktycznie jedynym faktycznym składnikiem tych leków jest cukier i woda, możemy sami się w nie zaopatrzyć (dużo taniej) paczka drażetek TIC TAC kosztuje 6 zł a jakiś tani miód w Tesco koło 10 zł a więc za 16 złotych możemy kupić dokładnie to samo co koncern BOIRON sprzedaje nam za 40. Albo po protu karmelizować cukier na paetlni i jeść jak tabletki oraz wsypać do szklanki z wodą 10 łyżeczek cukru jeśli jesteśmy niewybredni.

Zresztą ten homeopatyczny koncern (funkcjonuje od 1911 a jej przychód to 313 mln euro) sprzedaje dużo (od cholery!! muszą mieć forsy jak lodu, no ale w końcu robią coś z niczego...) "ciekawych" produktów oto ich strona.

Tak więc ludzie - jeśli zobaczycie reklamę tego produktu, możecie spokojnie rzucić pilotem w telewizor - będzie to uzasadniony akt protestu i oburzenia a jeśli wasz lekarz kiedykolwiek przepisze wam jeden z tych leków - spytajcie jakie ma wykształcenie...

Oto dwa filmy popularnego Adbustera które ładnie pokazują "czarne" procedery firm farmaceutycznych.



)


)

Answar Sadat

"Anwar as-Sadat, arab. أنور السادات (ur. 25 grudnia 1918 w Mit Abu al-Kaum, zm. 6 października 1981 w Kairze) – egipski wojskowy i polityk, prezydent kraju w latach 1970-1981. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla w r. 1978 (wspólnie z Menachemem Beginem)."

"Pogarszające się relacje prezydenta z organizacjami islamistycznymi (w tym największą - Stowarzyszeniem Braci Muzułmanów), które wrogo przyjęły pokojowy kurs polityki zagranicznej as-Sadata, doprowadziły do delegalizacji tychże ugrupowań i aresztowania ich liderów w 1981. 6 października tego samego roku Anwar as-Sadat został zamordowany podczas parady wojskowej upamiętniającej przejście wojsk egipskich przez Kanał Sueski w wojnie 1973. Zamach zorganizowało skrajne nielegalne ugrupowanie muzułmańskie Egipski Dżihad. "

Video (w j. Angielskim) które bardzo dobrze wyjaśnia okoliczności morderstwa tego prezydenta.


Angstrem

- Rosyjska grupa firm, jeden z największych producentów układów scalonych we wschodniej Europie.


- Angstrem Stadium - stadion rosyjskiej drużyny piłkarskiej FC Zelongrad.

Anerwyzm mózgu

Anewryzm to mało kiedy używany synonim obrzęku, oponiaka lub też krwiaka. Zwykle ma miejsce w okolicach czaszki blisko mózgu lub w aorcie brzusznej (tętnica która transportuje krew z serca do reszty ciała).
Spowodowany jest słabością ścianek naczyniowych tętnice. Takie osłabienie powoduje wybrzuszenie się i wypełnienie (jak balon) krwią tego obszaru i nagły wzrost nacisku (ciśnienia) w miejscu powstania zatoru. Objawy zwykle występują tylko jeśli ten "balon" zostanie przebity (np. wskutek nagłego wstrząsu jak uderzenie w głowę). Objawy to:
- Niesamowity, pulsujący ból jakiego większość ludzi przedtem nie doświadczyła, podobny do nagłego uderzenia w głowę.
- Sztywna szyja
- Ból przy patrzeniu na jasne światło
- Wymioty i nudności

Trzech na pięciu ludzi u których występuje anewryzm a "balon" pęknie ginie w ciągu dwóch -  tygodni a połowa tych którzy przeżyją, nabywa poważnych uszkodzeń i niesprawności mózgu.
Jednakże anewryzmy pękają rzadko przez zwykle nic się z nimi nie robi. Decyzje czy podjąć leczenie podejmuje się zwykle z uwagi na wiek, ryzyko operacji i czynniki zdrowotne. Jeśli jednak ryzyko pęknięcia jest wysokie zwykle otwiera się operacyjnie czaszkę i zamyka anewryzm malutkim spinaczem lub nie operacyjnie wypełniając go mikroskopijnymi cewkami (zwojami).

Bekas

W języku polskim mało znane słowo a określa ono ptaka z gatunku słonkowatych (bekasowatych).
Gatunki te żyją na całym świecie poza Antarktydą, przeważnie w lasach lub na terenach podmokłych.
Ptak ma upierzenie brunatne z czarnymi, płowymi lub rdzawymi wzorami.
Ciekawe jest również użycie tego słowa w innych językach - w indonezyjskim (patrz: świetny film pt. Bekas, trailer) a oznacza 'były', 'dawny', 'poprzedni'.
W Języku Baskijskim oznacza ono 'proszę wypełnić', 'nalezy wypełnić', przedzielone zaś (be kas) oznacza 'uczyć się', 'dowiadywać'.
W języku Katalońskim (jako beCas) oznacza 'dotacje', 'dofinansowanie'.
W języku Łotewskim natomiast określeniem bekas nazywa się grzyby - borowika lub prawdziwka.
Po Litewsku bekas oznacza 'skinąć ' lub 'kiwnąć', po malezyjsku słowo bekas podobnie jak po indonezyjsku znaczy 'były' (zaważ na bliskie położenie dwóch krajów i ich dawne stosunki
(konfrontacja Indonezyjsko-Malezyjska).
W języku hiszpańskim słowo beCas oznacza (podobnie jak w języku katalońskim) stypendium (zauważ bliskość Katalonii i Hiszpanii).
 Bekas jest również nazwą Ukraińskiego super lekkiego samolotu rekreacyjnego Lilienthal Bekas, Amerykańskiego szybowca polskiego konstruktora Kaspra Bekasa oraz Polskiego szybowca SZD-35 (co ciekawe nie powiązanego w żaden sposób z Kasper Bekas) konstrukcji Jerzego Kubalańca.

Bałyk

(ros. балык, z tureckiego słowa oznaczającego rybę) – wędzony grzbiet ryby, zazwyczaj jesiotra lub pstrąga. W tego rodzaju mięsie szczególnie łatwo namnażają się bakterie Clostridium botulinum, stąd przypadki zatrucia bałykiem.

Bakteriofag

Wirus atakujący bakterie. Przeważnie dany bakteriofag zdolny jest do infekcji tylko jednego gatunku (a czasem tylko szczepu) bakterii. Mogą przybierać kształty złożone, pałeczkowate lub wielościenne.

Apertif i digestif

Napój alkoholowy (fr. apéritif, wł. aperitivo) (jak sama nazwa wskazuje od słowa apetyt fr. appetit ang. appetite) o zawartości alkoholu 18- 35%.
We Francji pije się go przed posiłkiem w celu pobudzenia apetytu wraz z towarzyszącymi im przekąskami, takimi jak orzeszki ziemne, pistacje, czipsy.
Jest dość podobny do naszych galaretek z owocami czy też drinków, lecz aby nie zakłócić smaku głównych potraw i ograniczyć kalorie zwykle nie jest słodki, popularnymi alkoholami dodawanymi do niego są: szampan, sherry lub wermut.





















Istnieje również digestif (jak sugeruje nazwa od ang. słowa digest czyli trawić, fr. digeste) który serwuje się po posiłku a który z założenia ma pomóc w trawieniu.

Anorak

Bardzo rzadkie i mało znane określenie (przynajmniej ja nigdy wcześniej o nim nie słyszałem) oznaczające po prostu płaszcz z kapturem lub kurtkę przeciwdeszczową.

Pochodzi ono z języka francuskiego a dokładne tłumaczenie to wiatrówka lub skafander.
Na angielski język tłumaczy się ono jako windbreaker lub wind-cheater (wg. google translate).

Istotnym faktem jest to iż słowa tego można używać aż w trzech językach - angielskim, polskim i przede wszystkim francuskim, jednak niestety w polsce jest słabo znane.

Inną interesując rzeczą jest iż w języku angielskim terminu anorak można używać zamiast 'nerd' lub 'geek' oznacza ona kogoś interesującego się niszowymi tematami (jak ja) i niezbyt rozumianego przez innych. Zostało ono po raz pierwszy użyte w tym kontekście w 1984 przez gazetę Observer opisującą pewną grupę interesującą się trainspottingiem (hobby, zainteresowanie koleją), ponieważ często nosili oni bardzo niemodne, grube anoraki (stali nie rzadko długie godziny obserwując pociągi), tak właśnie zostali określeni.

Atywność optyczna

 Na sam początek - nie zraź się trochę obcymi terminami naukowymi i ciężkim tekstem - przeczytaj kilka razy żeby zrozumieć, to naprawdę jest ciekawe.

Z Wikipedii:

Aktywność optyczna, skręcalność optyczna, lub czynność optyczna - właściwość niektórych związków chemicznych polegająca na zdolności skręcania płaszczyzny polaryzacji światła spolaryzowanego. Skręcalność optyczna jest rodzajem dwójłomności, powiązanym zjawiskiem związanym z absorpcją światła jest dichroizm kołowy.

A 'po ludzku' oznacza to że pewne związki zdolne są do 'odwrócenia' bądź 'skręcenia' płaszczyzny świata i odbicia go w taki sposób że nie będzie zgadzało się jego lustrzane odbicie. Najprostszy przykład to lewa i prawa dłoń - są praktycznie identyczne, ale nie da się ich nałożyć na siebie (np.gdyby je obrócić). Wiąże się z tym chiralność o której bardzo ciekawy tekst znalazłem na dość starej stronie (ostatnia aktualizacja 25.06.2002) ale świetnie wyjaśnia ten problem. Gorąco polecam do lektury (do 5 minut).

 

A tutaj macie parę fragmentów dla niecierpliwych i leniwych.


Prawie wszystkie (poza glicyną i aminokwasami mającymi więcej centrów dyssymetrii) aminokwasy mogą istnieć w postaci dwóch izomerów optycznych: “L” i “D”. W typowych białkach i peptydach spotykanych w organizmach żywych występują jednak niemal wyłącznie aminokwasy szeregu “L”. Nielicznymi wyjątkami są pewne peptydy pełniące tak specjalne funkcje, jak np. antybiotyki peptydowe. Na homochiralność aminokwasów (i cukrów) występujących w żywych organizmach zwrócił uwagę Ludwik Pasteur już w 1860 roku.
Można więc postawić dwa pytania:
- dlaczego natura wybrała tylko jedną z dwu możliwości struktury przestrzennej ?
- dlaczego tą formą jest szereg izomerów właśnie “L” ?

Próbując wyjaśnić celowość rozwiązania pierwszego problemu, można ponownie odwołać się do analogii z handlem wyrobami metalowymi. Do typowego zastosowania śrub i nakrętek do celów konstrukcyjnych jest rzeczą zupełnie obojętną, czy używa się śrub/nakrętek gwintowanych prawo- czy lewoskrętnie. Gdyby jednak w obrocie znajdowały się oba asortymenty takich wyrobów, utrudniłoby to niezmiernie operowanie nimi. Przy kompletowaniu nakrętek trzeba byłoby zwracać uwagę, aby pasowały one nie tylko rozmiarami, lecz również i kierunkiem naciętego gwintu do posiadanych już śrub. Oznaczałoby to konieczność żmudnego i czasochłonnego dopasowywania każdego egzemplarza, poza tym oznaczałoby, że zaledwie 50 % elementów w magazynie mogłoby być wykorzystane. Gdyby podczas montażu posługiwać się elementami obu rodzajów (“lewymi” i “prawymi”) to zaistniałaby również konieczność używania dwóch rodzajów narzędzi w postaci mechanicznych wkrętaków. Aby uniknąć tych wszystkich komplikacji, od dawna ustalono, że w zasadzie produkuje się elementy gwintowane tylko jednego rodzaju: są to elementy z gwintem prawoskrętnym.
Wydaje się, że “prawoskrętność” wybrano przypadkowo. Niewielki wpływ na to mogła mieć praworęczność większości ludzi."


* Homochiralność - po prostu chiralność czyli aktywność optyczna cząsteczek, nazwana tak ze względu na to że ogromna większość cząsteczek w organizmach żywych jest chiralna (mająca tę samą właściwość co lewa/prawa dłoń) stąd nawiązanie do człowieka.

Nakrętka symbolizuje chiralną cząsteczkę, a śruba symbolizuje wiązkę światła spolaryzowanego. Eksperymentator usytuowany od lewej strony usiłuje przemieścić śrubę w stosunku do nieruchomej nakrętki przytrzymywanej w palcach, w kierunku wskazanym przez strzałkę (→ ).
Dokonać tego można przez wkręcanie śruby w nakrętkę zgodnie z kierunkiem obrotów wskazówek zegara. Odwrócenie modelu o 180o nie zmienia rezultatu doświadczenia; śrubę również i tym razem trzeba obracać “w prawo”! 

Wynik tego doświadczenia powinien być oczywisty, z reguły jednak jest zaskakujący dla słuchaczy. 
Wyobraźnia przestrzenna u wielu ludzi jest mało rozwinięta. Przykładem może być myślowy eksperyment z montażem prawoskrętnej śruby z lewoskrętną nakrętką. Najczęściej przypuszcza się, że w tym celu należy po prostu odwrócić nakrętkę, lub zmienić kierunek obracania śruby. Fakt, że takich elementów nie da się połączyć w żaden sposób, jest dla wielu ludzi również zaskakujący... A przecież zupełnie podobnie: prawej rękawiczki nie da się w żaden sposób dopasować do lewej dłoni...



Wszyscy wiedzą, że obraz odbity przez lustro jest odwrócony stronami: "lewa-prawa", w stosunku do oryginału. W jednej z popularnych publikacji napotkałem zupełnie zaskakujące pytanie: dlaczego lustro zamienia stronami: "lewa-prawa", a nie zamienia stronami: "góra-dół"?! Okazuje się, że zamiany stronami dokonuje obiektywnie nie lustro, a jedynie subiektywnie (w swojej wyobraźni!), osoba oglądająca swoje odbicie... Lewa i prawa strona naszego ciała są do siebie tak bardzo podobne, że patrząc na swoje własne odbicie, nie potrafimy w pierwszej chwili ich zidentyfikować. Dokonujemy w tym celu myślowej próby nałożenia się na nasze odbicie ("z obrotem i wejściem tyłem w lustro"). Po dokonaniu tego zabiegu w naszej wyobraźni, stwierdzamy nieidentyczność naszej lewej dłoni i dłoni naszego sobowtóra, co podsumowujemy, jako odwracanie obrazu przez lustro. Natomiast nasza górna część ciała jest tak różna od części dolnej, że podobnego zabiegu nie musimy wykonywać: przecież już na pierwszy rzut oka widać, że góra pozostaje u góry, a dół u dołu! Tak więc to nie lustro odwraca stronami, a dokonuje tego sam obserwator; przyczyną odwracania stronami nie jest lustro, ale podobieństwo naszej lewej i prawej strony ciała i nasza podświadoma chęć do dokonania identyfikacji... Lustro może być więc niezłą ilustracją transcendentalności (terminu wymyślonego przez Immanuela Kanta. Ponieważ odróżnianie terminów: transcendencja od: transcendentalność, jest w pewnych środowiskach kryterium inteligencji, polecam przystępne wyjaśnienie: http://mb-soft.com/believe/tpxt/transcen.htm ) Jeśli ktoś jednak koniecznie chciałby posiadać lustro dokonujące zamiany: góra-dół, to proponuję najpierw sprawdzenie, że przestawienie go na jego dłuższy bok nic nie daje... Wystarczy jednak położyć się na podłodze, przodem, przed lustrem równolegle do jego krawędzi. Można sprawdzić, że tym razem zwierciadło dokonuje zamiany: góra-dół! (eksperymentów należy dokonywać pod nieobecność pozostałych domowników, inaczej wzbudzą one zrozumiały niepokój o stan psychiczny eksperymentatora...).

Jeszcze raz gorąco zachęcam do przeczytania całości.
 

Akers Styckebruk

Obszar miejski w Szwecji. W mieście znajduję się jeden z większych zakładów produkcyjnych na świecie.
Posiada on m.in. (jak podano na stronie zakładu)  
- 2 pionowe odśrodkowe maszyny odlewnicze,  
- 20 pieców do obróbki termicznej sterowanych głównie komputerowo
- 50 obrabiarek do toczenia, frezowania i szlifowania CNC.
  
Zakład ma pojemność 27.000 ton, zatrudnia 350 osób i zajmuje 492.000 m² ziemi.

Ciekawostką jest określenie "obszar miejski"; popularne angielskie tłumaczenie słowa tätort (dosłowne tłumaczenie ze szwedzkiego na polski to 'miejski'), to "urban area" (czyli obszar miejski), jednak oficjalnym jest "locality" czyli miejscowość i statystyczny Szwed właśnie takiego określenia używa na co dzień.

Niejasność ta jest prawdopodobnie spowodowana odmiennością w postrzeganiu i opisywaniu lokacji miejskich. W Szwecji gdzie zaludnienie na kilometr kwadratowy to jedynie 21 osób (dla kontrastu w
Polsce wynosi ono 123 osób na km2, a w Anglii 407 osób na km2) oczywistym jest że zwykłe miasteczko liczące sobie nieco ponad dwa tysiące mieszkańców ciężko nazwać pełną gębą 'urban area'.
Dlatego używa się słowa 'miejscowość' podobnie jak i w języku Polskim, jednak dla zwykłego Anglika żyjącego w zaludnionej Anglii gdzie jeden dom stoi na drugim a który nigdy nie był w Szwecji może być to nieco trudne do zrozumienia.

Jeszcze jedna ciekawostka, niestety nie wyjaśniona przeze mnie wiąże się z niemieckim tłumaczeniem słowa 'tator' (bez akcentu nad 'a') brzmi ono bowiem 'miejsce zbrodni', 'miejsce przestępstwa' jako że język Szwedzki jest dość blisko spokrewniony z językiem Niemieckim (należy do grupy języków germańskich) jest to interesujący przypadek i zachęcam do studiów językowych nad tym słowem.



Ad calendas graecas

Ad calendas graecas znaczy po polsku: do kalend greckich czyli odkładać coś w nieskończoność.
Przysłowie to sięga jeszcze czasów starożytnych, kiedy Rzymianie liczyli czas na kalendy. Grecy kalend takich nie mieli i nie rozumieli ich, więc dla nich odesłanie do kalend greckich oznaczało spełnienie czegoś w czasie nieskończenie dalekim. Odpowiada ono naszym przysłowiom: „na święty nigdy,” lub „na święty Fryc, kiedy będą kozy strzydz,” „na święty Jury, kiedy będą w niebie dziury.” "wtedy jak pojadą szwedy" itp.

Przysłowie to jest znane i używane w literaturze polskiej i międzynarodowej.

9 mm Parabellum

Jeśli graliście kiedykolwiek w jakiegoś  'fps-a' (first person shooter) lub prościej 'strzelanke' to na pewno podłapaliście nazwy różnych broni a już na pewno słyszeliście o nabojach 9mm.

Naboje parabellum wzięły swoją nazwę od niemieckiego Parabellum P08 szeroko znanego jako Luger (od nazwiska twórcy Georga Lugera).

Dzięki lekkości i pewności działania owy pistolet samopowtarzalny szybko stał się najpopularniejszą bronią krótką w armii niemieckiej, został również oficjalnie przyjęty przez armię Szwajcarską.
Ponieważ używał nowych nabojów opracowanych przez tego samego twórcę, amunicja również zyskała na popularności.

Ze względu na dużą ilość wyprodukowanych sztuk (armia niemiecka w czasie II wojny światowej posiadała ich 1 355 000 a przez 30 lat wyprodukowano 2 000 000) oczywistym jest że zarówno podczas wojny jak i po niej, broń ta musiała przedostawać się do innych krajów i armii i była eksportowana w dużych ilościach.
Przyczyniło się to do popularyzacji tego typu amunicji (a ściślej - ich wymiarów 9x19mm) czego skutkiem było ustalenie naboju jako przepisowego wojsk NATO po 2 wojnie światowej.

Ciekawostką jest nazwa pistoletu i amunicji.
Pochodzi ona od łacińskiego powiedzenia „si vis pacem, para bellum” – jeśli chcesz pokoju, przygotuj wojnę.

Sponson

Mało znane słowo i jeszcze rzadziej używane.
W dawnych czołgach element konstrukcyjny (zwykle specjalnie wzmocniony płytami pancernymi lub innym dodatkowym pancerzem) w postaci niewielkiego występu gdzie umieszczano uzbrojenie.
Używa się go w celu poprawienia stabilności pojazdu bądź (w fortyfikacjach) zabezpieczenia ogniowego (strzeleckiego) jednej ze ścian fortyfikacji.
 Słowo to piszę się i wymawia tak samo również w języku angielskim.

Brytyjski Mark I - widoczny sponson z działem na prawej burcie czołgu.


Japoński statek "Naniwa" - można zauważyć trzy sponsony na każdej burcie uzyte jako platformy dla zamontowanych dział.
 No jeśli już rozumiecie to teraz możecie spokojnie zabłysnąć nowym słowem wśród przyjaciół.
 Źródło zdjęć - Wikipedia.